Poświęcenie pojazdów...

Św. Krzysztof nie bez powodu został patronem kierowców (i osób podróżujących). To on, wedle pobożnej opowieści, wziął na swoje ramiona Chrystusa, by przeprawić go bezpiecznie przez rzekę. W tym tkwi klucz do zrozumienia tego aktu i tej opowieści: św. Krzysztof przeniósł Chrystusa bezpiecznie przez rzekę - był za Niego odpowiedzialny.

Jeśli święcenie samochodów ma być czymś więcej niż szeroko przyjętym obyczajem, czy wręcz zabobonem, to musi opierać się na zrozumieniu własnej odpowiedzialności kierowców za jazdę. Samochód nie stanie się bezpieczniejszy dzięki pokropieniu święconą wodą - bezpieczeństwo zapewniają przeglądy u mechanika. Poświęcenie samochodu nie jest także ofertą "niebiańskiej polisy", a z pewnością nie w pogańskim, magicznym sensie.

Rzecz w tym, że święcenie samochodów to nie magiczny ryt, gwarantujący stuprocentowe bezpieczeństwo. Jeśli ktoś sądzi inaczej, to myli chrześcijaństwo z pogaństwem. To - jak zawsze w przypadku zdrowej religijności - zachęta do refleksji, w tym przypadku: zachęta od Boga do bycia lepszym człowiekiem. W tym przypadku: lepszym, czyli bardziej odpowiedzialnym kierowcą. Jak mówi stare polskie powiedzenie: Boga przyzywaj, ręki przykładaj. Także do kierownicy...

foto: Kinga Popowska