
Dziewczynka spojrzała na mnie swoimi łagodnymi błękitnymi oczami pełnymi łez.
- Kto go tam odprowadzi – wyszeptała.
- O czym ty mówisz, kochanie?
- Mojego małego braciszka. Był taki mały, a musiał pójść do nieba sam.
- Na pewno nie musiał iść sam. Jestem pewien, że Bóg wysłał po niego swoich aniołów, którzy nieśli go na rękach – odpowiedziałem, poruszony pytaniem dziecka
- On przecież nikogo tam nie zna, na pewno będzie tęsknił za rodzicami i za mną.
- Nie będzie. Zbawiciel sam był kiedyś małym dzieckiem i wie, jak to jest. Jestem pewien, że wysłał po twojego braciszka swoich aniołów, aby nie musiał iść sam.
- Jesteś tego pewien? - z twarzy dziecka zniknął niemal cały smutek.
- Tak, kochanie. Jestem pewien. Nasz Pan kochał dzieci, brał je na ręce i błogosławił. Powiedział nawet kiedyś: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie (Mt18,10). Jezus bardziej się troszczy o dzieci, niż najczulsze matka
- Och, jak to dobrze! - odrzekła dziewczynka. - Już nie muszę się o niego martwić!
(jarkwi)
11.07.2025 r.